Blog wędkarski.

Witam wszystkich na moim blogu.         

Jest to trochę nietypowy blog, bo oparty na Joomli a nie na WordPressie, ale i tutaj dodałem możliwość komentarzy dla zarejestrowanych użytkowników. Wszyscy niezarejestowani zobaczą wpis tylko do przycisku "Zaloguj się, aby zobaczyć". Cały artykuł do przeczytania i komentarz po zalogowaniu. Nie zależy mi by reszta artykułu była dostępna tylko dla zarejetrowanych, lecz możliwość komentarzy już tego wymaga. Nie mam czasu przeglądać stale wpisów na blogu.

 

Początek wędkarskiego sezonu 2013 r.

 

obraz jpg. rzeka Belnianka przed zalewem w Borkowie

 

Długo nic nie pisałem, ale jak się nie ma nic do powiedzenia, to lepiej milczeć.

Początek tego sezonu miałem marny. Łowiłem trochę pod lodem, ale bez efektów. Jakieś okonki i płotki (tak dla relaksu) niewielkie i w minimalnych ilościach. Wiedziałem, że z pod lodu na Chańczy można połowić leszczy, ale jakoś nie miałem ochoty. Dobrze brały w tym roku pod tamą i może jeszcze biorą. Kilka sztuk łatwo złowić z marszu, bez nęcenia. Wędkujących masa i każdy coś sypnie. Dochodzą często organizowane zawody i ponoć biorą lepiej, niż latem. W marcu kilkukrotnie łowiłem na odmarzniętych już zalewach pickerami. Brania płoci delikatne, ale powoli się rozkręcają. Odwiedziłem ze spinningiem Belniankę w okolicy Słopca. W rzece i zalewie wody jest niewiele, więc moje chodzenie, długie nie było. Ryb nie widziałem. W sklepie wysłuchałem opowieści starszego, miejscowego wędkarza o dużym, tegorocznym tarle potokowców. Początkowo myślał, że to bobry szaleją a nie ryby. Sporo pięknych sztuk przystąpiło do godów. Czy to prawda, tego nie wiem. Przedłużająca się zima i mnie już mocno dokucza, a dodatkowo w tym roku jestem zmuszony więcej pracować. Mniej czasu na pisanie i wyjazdy na ryby, ale może to i dobrze. Sezon letni ubiegłego roku, poświęciłem na przygotowanie łowiska pod konkretną rybę, więc w tym popróbuję łowić. Jeśli się uda, to opiszę. Bliższe i częstsze wyjazdy, dają szansę na lepsze efekty, niż rozjazdy po różnych wodach.
Tegoroczny regulamin znosi wymiary ochronne płoci i leszcza. Leszcza rozumiem, karłowacieje. Natomiast płoci z każdym rokiem jest coraz mniej, więc zniesienie jej wymiaru jeszcze pogorszy tą sytuację. Brak ochrony to z jednej strony zły pomysł, ale z drugiej, łatwiej będzie o regulaminowe łowienie żywcem, złowionym w tej samej wodzie, gdzie drapieżnik.

Ślady na trzcinie, to zeszłoroczny stan wody, obecny widać.

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Sandacz w ostatni dzień grudnia 2012. Wpis 23.

obraz jpg. zdjęcie zamarzniętej piaskowni w Mójczy, widok zachodu słońca odbitego w lodzie, przesłoniętego drzewami

Sandacz w ostatni dzień grudnia 2012.

       Zima w tym roku przyszła dość szybko, ale grubego lodu na wodzie nie ma. Tym, którzy boją się wchodzenia na zamarznięte zbiorniki, wędkowania nie polecam. Reszcie zalecam ostrożność (cieki wodne ze sporym uciągiem wody, przechodzące przez zalewy, źródła, oparzeliska). Na początku grudnia, grubość lodu wynosiła ok. 7 cm. Obecnie jest to jakieś 16 cm. Dla niektórych, nie jest to wiele, ale jeśli taki lód jest na całym zalewie, to można bez obawy po nim chodzić a nawet skakać. Mój pierwszy wypad z wędkami zakończył się niepowodzeniem. Na 7 cm lodzie i ja nie za pewnie się czuję, więc nie szarżowałem. Grudzień miałem pracowity, ale raz w tygodniu, wyskakiwałem nad wodę. Wyjątkowych efektów nie miałem, ale zawsze jakieś ryby się trafiały.

obraz jpg. zdjęcie dwóch płoci leżących na lodzie

       Kilka płoci, kilka okoni, ale mizerne, dwudziestaki. W ostatni dzień grudnia, jako wędkarski zapaleniec, pojechałem pożegnać ryby, wodę i stary rok. No bo co innego. Pogoda w świętokrzyskim bajeczna, na plusie i ze słońcem. Sama przyjemność posiedzieć, według mnie, do brań słabiutka. Wędkujących nie było, jedyny, właśnie schodził z lodu, gdy ja wchodziłem. Wędkowałem na wodzie płytkiej do 1 m, od godziny dwunastej, do wieczora. Zawsze tak łowię, ale pierwsze brania zaczynają się ok. godz. 14, więc można ciut później. Wędkuję w miejscach płytkich, bo tam wieczorem zbiera się drobna płoć i różanka. Za nimi podążają drapieżniki, więc szanse na złowienie dużych garbusów, są większe, niż gdzie indziej. Dla większości, sylwester na lodzie z wędką, to spore zboczenie, ale ja nigdy nie liczyłem się z opinią innych, a teraz mamy niby wolność i niby demokrację, więc jestem w swoim żywiole. Robię to co lubię. Woda też mnie lubi, bo w prezencie noworocznym, dała mi wymiarowego sandacza. Złowiony na mosiężną, sporą mormyszkę z naturalną ochotką.

obraz jpg. zdjęcie 54 cm sandacza leżącego na lodzie

       Miał 54 cm. Wcześniej złowiłem kilka płotek, w tym jedną, świeżo pokiereszowaną przez drapieżnika. Wiedziałem, że grasują w pobliżu, ale nie liczyłem na taki sandaczowy fart. Szczupak, mógł by uciąć i nawet bym go nie zobaczył. Hamulec miałem wyregulowany, żyłkę 0.10 mm, więc zabawa była przednia. Większe ryby ciągnę zawsze ręcznie, czyli po mocniejszym odjeździe, odkładam wędzisko, a żyłkę biorę w palce. Wyczucie ryby i żyłki palcami, jest o niebo lepsze od każdego, nawet najlepszego sprzętu, a na dodatek mogę swobodnie odsuwać żyłkę od ostrych krawędzi przerębla. Nic się nie zatnie, nic nie zablokuje, nie zamarznie, ani nie pęknie. Przeręble wybijam pierzchnią, spore średnice, więc lądowanie było spokojne (to jest właśnie przewaga pierzchni nad świdrem). Łowię dwoma wędkami, jedną na spławik z czerwonymi robakami, a drugą obok, na mormyszkę z ochotkami. Nęcę bułką tartą, pinkami i ochotką. Niewiele, tak by w pobliżu kręciła się drobnica. Łowienie białej ryby, odkładam na okres późniejszy i na głębszą wodę. Na takiej płytkiej, muszę zachowywać się bezszelestnie, co jest sporym utrudnieniem podczas dłuższych połowów i gorszej pogodzie.

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Ostatnie prawdziwki, listopad 2012. Wpis 22.

obraz jpg. zdjęcie dużego borowika szlachetnego i płyty z ostatniego wydania Komputer Świata

Końcówka długiego, późnojesiennego, wysypu borowika szlachetnego.

       Po bardzo słabym początku sezonu, październik i listopad, był dla mnie wyjątkowo zaskakujący w zbiory grzybów. Wysyp prawdziwków w lasach Kielecczyzny, pomimo opadów śniegu i ochłodzenia, trwa nadal. Wydaje mi się jednak, że są to już ostatnie dni, w których można, jeszcze coś więcej uzbierać. Trzeba się śpieszyć. Nie są to jakieś oszałamiające ilości, ale jak na listopad, to i tak wyniki są zaskakujące. Od ostatnich zbiorów pod śniegiem, w lesie nie byliśmy, nie było czasu. Dziś, czyli w czwartek 08.11.2012 r. wybraliśmy się z żoną zobaczyć co w lesie jeszcze zostało, bo podobno drugiego listopada, ludzie wynieśli masę grzybów. Tak jak poprzednio, zbieraliśmy w lesie jodłowym, niedaleko Kielc. Większość, to borowiki szlachetne, trochę mleczaja jodłowego, kilka podgrzybków i trzy pieczarki bulwiaste. Wszystkie grzyby młode i zdrowe, oprócz starego, przekrojonego (o dziwo, też zdrowy). W lesie byliśmy trzy godziny. Grzybiarzy jeszcze sporo, więc większych grzybów brak. Codziennie są zbierane, a w tych temperaturach nie nadążają rosnąć. Systematycznie przeszukiwaliśmy wszystkie niedostępne miejsca. Większość uzbieraliśmy pod gałęziami ze ściętych jodeł, w których lubi grzebać moja żona i to ona dziś przodowała. Śliczniutkie prawdziwki w mchach, już się skończyły. Są to najprawdopodobniej, nasze ostatnie, tegoroczne zbiory borowików, bo pomimo ciepłych nocy i dużej wilgoci, wysyp musi się kiedyś skończyć. Ja, jeszcze w lesie będę kilkukrotnie z aparatem, ale to już raczej dla przyjemności. Lubię las, nawet zimą. Więcej zdjęć, klik-klik.

obraz jpg. zdjęcie niepełnego wiaderka z borowikami szlachetnymi, zbiór 08.11.2012 r.

       Fotki grzybów z płytą, ostatniego komputerowego czasopisma, by nikt nie zarzucił nam "kitu". Kto chodzi po lesie, ten wie, że jeszcze można sporo uzbierać. Mam kłopoty z chodzeniem, więc grzybobranie skończyliśmy wcześnie. Był to raczej rekonesans, niż prawdziwe zbiory. Przez cały dzień, można było jeszcze sporo dozbierać.

obraz jpg. zdjęcie pięciu, leżących borowików szlachetnych, na ściułce

Wycieczka do lasu 11.11.2012 r.

       Niedziela i piękna pogoda, to nie czas na grzybobranie, ale Święto Niepodległości spędziłem w lesie jodłowym, a konkretnie odwiedziłem swoje borowikowe miejscówki. Tak jak przewidywałem, wysyp prawdziwków powoli dobiega końca. Spotkałem sporo miejsc po wyciętych grzybach, ale poważne zbiory tracą sens. Masa osób, w taki sam sposób jak ja, świętowała ten dzień. Piękny spacer w pięknej scenerii. Grzybów jak na lekarstwo. Znalazłem kilka rydzów jodłowych i prawdziwków, ale to raczej dla ozdoby wycieczki. Pojedyncze zdjęcia. Całość mizerna.

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Prawdziwki ostatniego października 2012. Wpis 21.

obraz jpg. zdjęcie dwóch niepełnych wiaderek z borowikami szlachetnymi na tle zaśnieżonego lasu

Prawdziwki w śniegach.

       Pomimo przymrozków i śniegu, w świętokrzyskich lasach, nadal trwa duży wysyp prawdziwków. Opis naszej rodzinnej wyprawy po grzyby 31.10.2012 r. 

       Zdjęcie wiaderek na godzinę przed końcem grzybobrania. Więcej zdjęć rosnących w śniegu prawdziwków i całych zbiorów, klik-klik.

       Po poniedziałkowym grzybobraniu, żona uświadomiła mi, że taki fenomen grzybowo-pogodowy więcej się może nie zdarzyć. Zdjęcia prawdziwków (zarąbiste) w takiej scenerii, to pamiątka na całe życie i to ona namówiła mnie do kolejnego wyjazdu do lasu. Oczywiście razem z nią, na zimowe grzybobranie, wybraliśmy się ostatniego dnia października. Zbiór trwał pięć godzin, a zaczął się od ósmej rano. W nocy, na Kielecczyźnie nie było już przymrozków, ale to w lesie było raczej utrudnieniem, niż polepszeniem warunków grzybobrania. Z drzew, mocno kapały roztapiające się czapy śniegu i bardzo szybko nas przemoczyły. Poniedziałek, pomimo przymrozku (do zbioru i zdjęć), był o niebo lepszy. Fotki, też ciekawsze. Rano, śniegu było jeszcze sporo, ale z upływem czasu, bardzo szybko zaczęło go ubywać. Temperatura była mocno na plusie. W lesie, jak i w poniedziałek, grzybiarzy było niewielu. Spotkaliśmy trzech. W wiaderkach mieli niewiele, ale to było z samego rana, co dalej nie wiemy. Nasze grzyby, jak widać na zdjęciach, różne. Zbiory przerosły nasze oczekiwania a żona była zachwycona. Trochę choruje, ale dzięki borowikowym żniwom, całkowicie zapomniała o bólu. Adrenalina zadziałała. Grzyby z mojej miejscówki przesunęły się ciut wyżej i wszystko uzbieraliśmy z dwóch stanowisk. Praktycznie, bardzo powolny spacer z nosem przy ziemi. Oprócz prawdziwków, było kilka rydzy i podgrzybków. Śladowe ilości. Całe zbiory i ciekawsze, pojedyncze grzyby, na zdjęciach. Wszystko poszło do suszenia.

obraz jpg. zdjęcie sporego borowika szlachetnego ze śniegową czapą na kapeluszu 

       Większość grzybiarzy, na czas śniegu, odwiesiła koszyki na kołki. To jak widać, spory błąd. Te dwa grzybobrania, będziemy z żoną pamiętać do końca, a fotki nie pozwolą nam o nich zapomnieć. Wyjątkowe.

Zaloguj się, aby zobaczyć.

Borowiki szlachetne w śniegu. Wpis 20.

obraz jpg. zdjęcie prawdziwka obsypanego śniegiem 

Prawdziwki w śniegu.

       Tak, to ja jeszcze prawdziwków nie zbierałem. Może ktoś powie, że to nie relaks, a raczej zboczenie, ale sam w lesie nie byłem. Jak zwykle, w niedzielę pracowałem, a poniedziałek 29.10.2012 r, poświęciłem na grzybobranie. Co z tego, że w niedzielę napadało śniegu. Prawdziwki rosły przed ochłodzeniem, więc po mocnej sobotniej ulewie, nikt po lesie nie chodził. Prawdziwki podrastały sobie spokojnie. Dałem sporo zdjęć, bo to dość fajna sprawa. Niedaleko Kielc, trwa wysyp borowików pod śniegiem. Wziąłem jedno wiaderko, by nie było obciachu w autobusie, no i aparat. Grzyby musiałem wrzucać do obciętej butelki po napoju. Tak się nie pogniotły. Zbiory przerosły moje oczekiwania. Liczyłem na kilka prawdziwków, a udało mi się nachapać więcej niż wiaderko. Brakło mi papierosów, bo grzyby zbierałem do samego końca. Było by więcej. Piszę te kilka zdań, a za oknem dość mocno wali śnieg. W nocy, w Kielcach był niewielki mróz, więc pierwsze grzyby były mocno przemrożone. Bliżej południa, odtajały. Nie wiem, ale myślę, że pomimo niskich temperatur, rosną sobie dalej. Takie grzybobrania, to ja lubię. W całym lesie spotkałem tylko jednego grzybiarza z reklamówką. Też miał sporo, ale nie podchodziłem pogadać. Trochę dziwnie, tak po zaśnieżonym lesie łazić z wiaderkiem i pytać o zbiory grzybów. Oprócz borowików szlachetnych, było trochę mleczaja jodłowego i jeden borowik ceglastopory. Wszystkie grzyby zdrowe, młode i średniaki. Nic nie było stare, ani zapleśniałe. Po prostu, świeżutkie, młode grzybki, co widać na fotkach. W poprzednich latach, zdarzało mi się znaleźć kilka prawdziwków przy zbiorach zieleniatek, ale w taką pogodę i tyle, to ja trafiłem pierwszy raz. Nigdy do tej pory, nie zbierałem w śniegu.

obraz jpg. zdjęcie wiaderka z prawdziwkami na tle zasypanej śniegiem polany

       Jeśli śniegi odpuszczą wybiorę się ponownie, choć przez te późne grzyby, zaniedbałem wyjazdy na sandacza. Drugi raz, takie szaleństwo borowikowe, może mnie już nie spotkać. Grzyby zbierane w starej jodle, przeważnie w mchu. Większość, wygrzebana z jednej miejscówki, dość sporej. Trafiały się wszędzie, ale pojedynczo, lub po dwa. Jeśli nie straszne Ci zimowe warunki, to zapraszam do śniegowych zbiorów. Gdy chodziłem w poniedziałek, las nie był jeszcze cały pod śniegiem. Co będzie potem, nie wiadomo, ale ma być cieplej. Czy grzyby dopiszą, tego  nie wie nikt. 

Poniedziałek był bajeczny.

Więcej zdjęć klik-klik.

Zaloguj się, aby zobaczyć.